24 stycznia 2011

No to jazda.

Lodowisko. Z definicji płaskie i śliskie.
Płozy łyżew. Przez godzinę stanowią naturalne przedłużenie moich stóp. Niemal czuję chłód powierzchni, po której staram się przemieszczać.

Dialog wewnętrzny: "-Pochyl się! -Nie, bo się wywrócę!".

"-Zegnij kolana! Wiesz, gdzie je masz? -Wiem! -No to zegnij je do diabła!".

Okazało się, że najszybciej i najmniej stresowo jeździ mi się, gdy zamiast o prawie ciążenia, myślę o prawie pracy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz