Każde nasze działanie powinno być podporządkowane jakiemuś celowi. Tak mówią mądre poradniki. Mówią też, że urlop jest po to, by odpocząć, oderwać się. Tylko jak wyskoczyć z własnej skóry i z "pracownika biurowego" w kilka chwil przemienić się w bujającego na hamaku Latynosa, mamroczącego pod nosem "maniana, maniana.."?!
Swoim zwyczajem postanowiłam coś postanowić. Decyzją wyższej instancji orzeka się, że mój już-prawie-urlop będzie miał motto. Brzmi ono tyleż dumnie, co błyskotliwie: "NIC NIE MUSZĘ" i wyrażać się będzie przez działania: nie planować, nie kontrolować, nie kombinować.
Łatwiej napisać, trudniej wykonać. Raport z postępów za 2 tygodnie ;-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz