05 sierpnia 2011

Urlop. Od samej siebie.

Każde nasze działanie powinno być podporządkowane jakiemuś celowi. Tak mówią mądre poradniki. Mówią też, że urlop jest po to, by odpocząć, oderwać się. Tylko jak wyskoczyć z własnej skóry i z "pracownika biurowego" w kilka chwil przemienić się w bujającego na hamaku Latynosa, mamroczącego pod nosem "maniana, maniana.."?!

Swoim zwyczajem postanowiłam coś postanowić. Decyzją wyższej instancji orzeka się, że mój już-prawie-urlop będzie miał motto. Brzmi ono tyleż dumnie, co błyskotliwie: "NIC NIE MUSZĘ" i wyrażać się będzie przez działania: nie planować, nie kontrolować, nie kombinować.

Łatwiej napisać, trudniej wykonać. Raport z postępów za 2 tygodnie ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz