Jaki biologiczny mechanizm (czy atawizm) jest odpowiedzialny za to, że tak łatwo przyzwyczajamy się do rzeczy dobrych, skupiając swoją uwagę na tym, co aktualnie nam przeszkadza?
Zapominamy, że przez ostatnie 8 miesięcy było zimno i brakowało słońca, na którego nadmiar narzekamy teraz.
Czy chodzi o to, że nasi przodkowie musieli stale pamiętać o niebezpieczeństwach i niedoborach (podpowiedź dla młodszego pokolenia: prehistoryczne ludy nie miały do dyspozycji zaopatrzonych po sam dach marketów).
A może czekamy, aż ktoś, słysząc nasze biadolenie zlituje się i nam da?
Proponuję, by tak dla odmiany, pocieszyć się chwilę z tego co jest, nie czekając na kolejny kryzys, powódź, kradzież, które zabiorą nam cenny spokój, stabilność, możliwość robienia planów.
Patetycznie wyszło.
A nad Dużym Miastem wyszło słońce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz