09 czerwca 2010

Może by tak czasem...

Jaki biologiczny mechanizm (czy atawizm) jest odpowiedzialny za to, że tak łatwo przyzwyczajamy się do rzeczy dobrych, skupiając swoją uwagę na tym, co aktualnie nam przeszkadza?
Zapominamy, że przez ostatnie 8 miesięcy było zimno i brakowało słońca, na którego nadmiar narzekamy teraz.
Czy chodzi o to, że nasi przodkowie musieli stale pamiętać o niebezpieczeństwach i niedoborach (podpowiedź dla młodszego pokolenia: prehistoryczne ludy nie miały do dyspozycji zaopatrzonych po sam dach marketów).
A może czekamy, aż ktoś, słysząc nasze biadolenie zlituje się i nam da?

Proponuję, by tak dla odmiany, pocieszyć się chwilę z tego co jest, nie czekając na kolejny kryzys, powódź, kradzież, które zabiorą nam cenny spokój, stabilność, możliwość robienia planów.

Patetycznie wyszło.

A nad Dużym Miastem wyszło słońce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz