Hinduiści twierdzą, że w życiu należy dążyć do minimalizacji pragnień, bo jak człowiek mało chce, to się rzadko rozczarowuje i na uzyskanie stanu niechcenia zalecają medytację.Ja doszłam do wniosku wręcz odwrotnego, według mnie chodzi właśnie o to, żeby chcieć i żeby się chciało (tylko bez oskarżeń o roszczeniowość czy hedonizm, mowa tu o apetycie na życie). Nurtuje mnie, który ośrodek w mózgu za to chcenie odpowiada. I czy można go stymulować czynnościami do medytacji odwrotnymi? Biegami na orientację, pogowaniem pod sceną na rockowych koncertach lub pracą w barze szybkiej obsługi. Jestem coraz starsza, więc będzie mi się chciało coraz mniej, czy coraz bardziej, bo zasoby czasu się kurczą?p.s. Nie oglądajcie filmu "Jedz, módl się, kochaj". Moim zdaniem jedynym uzasadnieniem jego powstania były topniejące zasoby finansowe na kontach Julii Roberts.
Przestało mnie dziwić, czemu Jeff Dunham stroi sobie żarty ze swojego Priusa.Miałam ostatnio wątpliwą przyjemność bycia pasażerką jednego z nowszych modeli Toyoty. Egzemplarz najlepszy, jaki można sobie wyobrazić - służbowy.Do tego, że Toyota jest kobietą przekonało mnie jej wyrachowane i niewybrednie bezpośrednie poczucie humoru.Ważę niewiele, to fakt, ale chyba nie mniej niż przeciętna Japonka, a mimo to autko uznało mnie za osobę niepełnoletnią i przez całą podróż pipczyło niemożebnie, podświetlając jednocześnie komunikat: front seat, adults only.Zasadnicza i nieustępliwa - myślę sobie - dogadamy się, ale nieeee... O tym, że przez pół miasta w nocy jechaliśmy bez świateł już nas Toyota pipczeniem poinformować nie raczyła.A mówią, że to z francuskimi autami jest droga przez mękę.