Ambitny plan mam zawsze. Wymyślam, jak ciekawie i sensownie spędzić czas po pracy, te kilka zbyt szybko umykających godzin, między 17.oo a ostatnim przedsennym ziewnięciem. Pomysły kręcą się, jak na singielkę z dużego miasta przystało, wokół sportu, kultury i ludzi - w różnych proporcjach i natężenu.
Wczoraj głównym punktem popołudniowej agendy była joga, na którą umówiłam się z jedną z kumpel, która znała mnie już wtedy gdy jeszcze nie byłam tym, kim dzisiaj. Niejedno razem widziałyśmy i zrobiłyśmy - kolejną z tych rzeczy miała być uważna praktyka asan. Z tym, że.
Nawet wysoki poziom motywacji (obie niedługo mamy urlop, chcemy być zwinne i gibkie) nie powstrzymał nas od wejście "na chwilę" do jednej ze śwątyni szmatek, bucików i dodatków, w której utkęłyśmy na dobre półtorej godziny, a że na asany było już za późno, reszta popołudnia zleciała na wyszukiwaniu nowości wydawniczych i smakowaniu miodowego przysmaku jednego z miejskich mini-browarów.
Zwykle po takie niezgodne z planem obijanie się wywołuje u mnie gigantyczne poczucie winy, ale dziś przez całą noc śniło i się, że jeżdżę rowerem, więc czuję się rozgrzeszona.
kto to, kto to był? ten nicpoń co Cię na manowce ściągnął? czy to Pani Julitka we własnej osobie?
OdpowiedzUsuń