Sobota. Godziny snują się ospale, nigdzie się nie spiesząc i bynajmniej nie sugerując, że coś "trzeba" lub "powinnosię". Tematem dnia jest leczo z kabaczka, napisany od końca kryminał A. Christie i telefon od przyjaciela, który chciałby...
Uwielbiam rosyjską nazwę niedzieli - Waskriesieńje (Wskrzeszenie) - jest tak melodyjne, przepełnione symbolicznym znaczeniem, a do tego bezpretensjonalnie urocze. Jeśli kiedykolwiek miałabym zrobić sobie tatuaż, byłoby nim to słowo, pisane, rzecz jasna grażdanką.
Waskriesieńje przyniosło nieoczekiwany pakiet rozmyślań, refleksji i chęci powrotu do czegoś, co utraciłam jakiś czas temu. Trochę tak, jakbym na powrót była małą dziewczynką, a mama wołała mnie przez okno z podwórka na obiad.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz