30 sierpnia 2011

Allen W.

Byłam (byliśmy :) w kinie na nowym Allenie. Zero zaskoczenia. Pan Wielki Reżyser chyba sobie odpuścił, doszedłszy do wniosku, że już dość ambitnego kina egzystencjalnego niepokoju spłodził i czas najwyższy na prostą, niewyszukana rozrywkę dla mas i to w ilości znacznej, bo film co sezon.

Ja tam nie narzekam, według mnie kino rozrywce właśnie służyć powinno, jednak znam Takich, którzy wyszli z kina tyleż zawiedzeni, co zdegustowani, że film mało ambitny i zanadto dosłowny.

Czy aby na pewno?
Może właśnie takie było zamierzenie, aby prostym scenariuszem, mało ekspresyjną grą aktorów i malowniczymi zdjęciami zwrócić uwagę widza na to, co jest głębiej, pod skórą, by widz mógł się dzięki prostej fabule z bohaterami utożsamić i zastanowić jaką on postawę wobec życia przyjmuje: rezygnacji, zgody na schematyczność czy aktywnych poszukiwań sensu i prawdy, kwestionowania wystarczalności rzeczywistości?

Szczerze polecam "O północy w Paryżu". Warto zobaczyć i ocenić (a potem podzielić się ze mną wrażeniami). W końcu Allen wielkim reżyserem jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz