13 września 2011

Więcej szczęścia niż rozumu.

"God help the girl, she needs all the help, she can get.."

Ostatnio wszystko mi z rąk leci, kiedyś, też owszem, mi się to zdarzało, ale teraz to już przesada. Żeby zobrazować przykładem - chwilę temu zajrzywszy do pracowego kantorka celem zrobienia sobie herbaty doszłam do wniosku, że dziubnę (tylko odrobinę) ryż z warzywami z lanczboksa, który dziś w ramach zdrowego żywienia przyniesłam do zakładu (zawsze jem po 13, cóż że dopiero 11:30, głodnam). I co? ledwo lanczboks otworzyłam, już mi się z rąk wyślizgnął i chlupnął w moją stronę sosem warzywno-mięsno-oliwnym. Tak. Całe szczęście sos zmienił trajektorię lotu i nie doleciał do mojej ślicznej (czystej!) bluzeczki, bo wszystkie spotkania na dziś dopiero przede mną. A znając mnie, możecie się domyślać, że nie mam w zakładzie bluzki na zmianę.

Przykład drugi. Kręcę długopisem (see Pen Spinning na youtube), zdaża mi się tez kręcić kijem bilardowym lub markerem. Czarnym, odkręconym (sic!) markerem na przykład na szkoleniu w niedzielę. I jak mi ten marker nie wypadnie, jak nie poszybuje podkręconym lotem w kierunku mojej jasnoszarej spódnicy. Nie doleciał.  Trafił w blat stolika. Uff....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz