18 października 2011

Powiało optymizmem.

Życie jest okrutne, życie jest złe, jest też męczące i niesprawiedliwe . Jak to jest, że jakiś Meksykanin wisi sobie teraz w hamaku z butelką piwa w ręce i wygrzewa w południowym słońcu a ja tu nie dość, że marznę, nie dość, że pracować muszę, to jeszcze wstawać co rano skoro świt.

Na dodatek, mimo intensywnych poszukiwań nie kupiłam wczoraj kozaków, bo firmy obuwnicze nie przewidziały, że przy tak małej stopie (36) można mieć tak ogromną łydkę. Spinning, Panie i Panowie, mój ratunek i przekleństwo zarazem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz