Czuję się dziś od rana jak Pakosińska, uśmiech dosłownie nie schodzi mi z twarzy. Cieszy mnie wszystko: kształty, kolory, rozmowy, uśmiechy, co jest tym dziwniejsze, że biorąc pod uwagę ilość wina, które skonsumowaliśmy ze znajomymi do wczorajszej kolacji, bynajmniej nie mam prawa dziś czuć się dobrze.
Ktoś też mógłby powiedzieć, że w porównaniu z depresyjną aurą wcześniejszych wpisów dzisiejszy dobry humor wydawać się może cokolwiek schizofreniczny. Byłby to jednak błędny wniosek, gdyż od ostatnich wpisów minęło już trochę czasu i w tymże czasie sukcesywnie walczyłam z własnym wszechogarniającym marazmem i krok po kroku wyłaziłam z kosza (ciiichoszaaa wygląda na to, że mi się udaje :)).
To, czy dobry humor jest tylko chwilowy, przekonamy się niebawem, choć są wyraźne przesłanki ku tezie, że zagości on u nas na dłużej i że już dość smutactwa i tumiwisizmu.
p.s z racji nieprzeciętnie dobrego dnia, można mnie dziś o wszystko prosić i najprawdopodobniej się zgodzę :)
nie humor schizofreniczny tylko zaburzenie dwubiegunowe! kobieto zgłoś się do mnie po 2 listopada na leczenie! oficjalnie zostanę psychologiem ;D
OdpowiedzUsuń