12 października 2011

Raz się żyje.

Jestem szczęśliwa. Jestem szczęśliwa!! Niezaprzeczalnie i nieodwołalnie i to z tak banalnego powodu, że aż wstyd się przyznawać. Oczywiście nadal mam do siebie żal i pretensje o brak konsekwencji, bo a i owszem, schudłam 2 kg, ale zaraz potem tyleż samo przytyłam, bo skoro mi tak łatwo poszło, to może nie powinnam się tak spieszyć i może kupię sobie czekoladę...  kobieca logika. Tak.

Nie zmienia to faktu, że w drodze do i z zakładu pracy przygłupawy półuśmiech nie schodzi mi z twarzy, jestem tak pewna siebie i swojego miejsca na Ziemi, że nawet kanara potrafię przekonać, że przecież ja dopiero wsiadłam i fakt, że nie mam biletu nie wynika z chęci okradzenia MZK, tylko braku czasu na przejście 2 metrów do biletomatu w środku tramwaju...Tak.

Nie wiem jak to się dzieje, ale się dzieje - dostaję od losu więcej, niż kiedykolwiek myślałam, że można, tak naprawdę nie robiąc nic albo niewiele i nawet się nie starając, samo mi tak jakoś w ręce wpada... Tylko nie zmarnuj tego, Kobieto, nie zmarnuj, na co Ci mieszkanie, samochód, do grobu nie zabierzesz, ważni są ludzie, przyjaciele i ich pamięć o Tobie, wypadałoby trochę dobra po sobie zostawić w podziękowaniu za to szczęście. Tak.

2 komentarze: