28 czerwca 2010

Hobbes miał rację.

Tęsknię za światem, który znam z powieści ruskich klasyków,
za światem, w którym zwroty "kultura osobista" i "dobre maniery" oznaczały coś więcej, niż powstrzymanie się od dmuchnięcia papierosowym dymem w twarz przypadkowego przechodnia czy ustąpienie miejsca w tramwaju przyszłej matce z widocznym brzuszkiem.


Gdzie się podziało wychowanie, jasne reguły postępowania, umowa społeczna?

Niedawno poznany agent ubezpieczeniowy, po bezpodstawnie szybkim przejściu na "ty", chcąc się umówić na spotkanie wysyła smsa - często późnym wieczorem lub w niedzielę.
Skąd, u diabła, założenie, że ja w weekend mam głowę do kalkulowania zysków i strat, jakie przyniesie mi polisa?

Inny przykład: klient pisze w sobotę na mój firmowy adres e-mail z informacją, że pojawi się w biurze w poniedziałek rano. Moja babcia, bardzo mądra kobieta, nazywa takie zachowanie "brakiem pomyślunku", a ja dodam - i szacunku.
Do siebie.

Nie dając mi czasu na przygotowanie się do rozmowy
minimalizuje szansę na pomyśle zakończenie sprawy.


Czy to tylko ja mam z tym problem?
Czy Hobbes miał rację postrzegając życie, jako nieustanną rywalizację wszystkich ze wszystkimi, którą należy usankcjonować zakazami?
Być może potrzebne jest bardziej romantyczne spojrzenie na sprawę. Jednakże nad nim muszę jeszcze trochę popracować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz