Snuję się po biurze jak kot od rana, co rusz się przeciągając i zaparzając kolejną rumiankową herbatę, na zmianę z cappuccino marki Tchibo, które szef kupił również dla siebie (choć nie wygląda jak amator słodyczy), ale nie będzie miał szansy spróbować, bo ani się obejrzy, wykończę całe pudełko.
Nie to, żebym nie miała co robić - mam i robię, tylko w lekko zwolnionym tempie, w rytmie starych czarno-białych filmów z Humphreyem Bogartem, a dookoła mnie snuje się niewidoczny dym papierosowy i nie wiedzieć czemu, przymykając oczy widzę filiżankę espresso i sceny z musicalu "Nine".
Zapachy, zapachy mnie ostatnio otaczają, spowijają i nie dają skupić na codziennych oczywistościach. Świeżo heblowane drewno, pieczone w ognisku ziemniaki, Chanel Mademoiselle, dym z cieniutkich włoskich cygar.
Zabierzcie mnie do domu, zabierzcie mnie do mamy. I najlepiej, żeby z mamą w domu były pierogi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz