Wszystko staje się takie jakieś prostsze, gdy się to przeleje na papier. Nigdy nie sądziłam, że mogę traktować bloga jako formę autoterapii ale skoro działa, to ok.
Czasem wystarczy zrzucić z siebie wszystkie te przytłaczające przyziemności i od razu człowiek zaczyna widzieć co jest naprawdę ważne i czemu warto poświęcać czas. Widzi się wtedy również jasne strony. Co z tego, że miałyśmy w kuchni wizytację dużej grupy małych brązowych robaczków w pancerzykach - posprzątałyśmy, wyrzuciłyśmy ryż i trochę innych produktów i po krzyku. W porównaniu do tego, że ktoś mógłby nas np. obrabować (i wątpię by ryż był wówczas pierwszą rzeczą, którą by kradł) - jest całkiem nieźle.
Wiem, że to co teraz robię to racjonalizacja, ale lepsze chyba to niż utyskiwać na spędzony ze ścierką w ręce wieczór, nie?
A. K. zrobiła przepyszną zapiekankę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz