09 lutego 2012

Tup tup tup

Wszystko staje się takie jakieś prostsze, gdy się to przeleje na papier. Nigdy nie sądziłam, że mogę traktować bloga jako formę autoterapii ale skoro działa, to ok.

Czasem wystarczy zrzucić z siebie wszystkie te przytłaczające przyziemności i od razu człowiek zaczyna widzieć co jest naprawdę ważne i czemu warto poświęcać czas. Widzi się wtedy również jasne strony. Co z tego, że miałyśmy w kuchni wizytację dużej grupy małych brązowych robaczków w pancerzykach - posprzątałyśmy, wyrzuciłyśmy ryż i trochę innych produktów i po krzyku. W porównaniu do tego, że ktoś mógłby nas np. obrabować (i wątpię by ryż był wówczas pierwszą rzeczą, którą by kradł) - jest całkiem nieźle.
Wiem, że to co teraz robię to racjonalizacja, ale lepsze chyba to niż utyskiwać na spędzony ze ścierką w ręce wieczór, nie?

A. K. zrobiła przepyszną zapiekankę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz