No i jak to, drodzy Państwo jest, że mimo zmęczenia, niewyspania, kiepskiej pogody i długiej listy spraw "na wczoraj" humor mam wyśmienity, szampański wręcz.
Niewyspanie nie wynika bynajmniej z całonocnej lektury rosyjskiego kryminału, a szkoda. Po prostu nie mogę spać, zasypiam w środku nocy snem na pół gwizdka i budzi mnie najmniejszy szmer. Tak, jakbym cały czas czekała, aby nie ominęło mnie coś istotnego, znaczącego, coś, na co długo czekałam - jakby tryb "turn off" był nieosiągalny i pozostawało jedynie "stand by".
Może to pełnia, może powinnam posłuchać mojej wilczej natury i zawyć czasem do Księżyca, a może po prostu mniej filmów przed snem oglądać, to nie będzie mi się majaczyć, że jestem Gotowa na Wszystko albo zakochana w bankrutującym milionerze, jak Reese Whiterspoon.
10 lutego 2012
09 lutego 2012
Tup tup tup
Wszystko staje się takie jakieś prostsze, gdy się to przeleje na papier. Nigdy nie sądziłam, że mogę traktować bloga jako formę autoterapii ale skoro działa, to ok.
Czasem wystarczy zrzucić z siebie wszystkie te przytłaczające przyziemności i od razu człowiek zaczyna widzieć co jest naprawdę ważne i czemu warto poświęcać czas. Widzi się wtedy również jasne strony. Co z tego, że miałyśmy w kuchni wizytację dużej grupy małych brązowych robaczków w pancerzykach - posprzątałyśmy, wyrzuciłyśmy ryż i trochę innych produktów i po krzyku. W porównaniu do tego, że ktoś mógłby nas np. obrabować (i wątpię by ryż był wówczas pierwszą rzeczą, którą by kradł) - jest całkiem nieźle.
Wiem, że to co teraz robię to racjonalizacja, ale lepsze chyba to niż utyskiwać na spędzony ze ścierką w ręce wieczór, nie?
A. K. zrobiła przepyszną zapiekankę.
Czasem wystarczy zrzucić z siebie wszystkie te przytłaczające przyziemności i od razu człowiek zaczyna widzieć co jest naprawdę ważne i czemu warto poświęcać czas. Widzi się wtedy również jasne strony. Co z tego, że miałyśmy w kuchni wizytację dużej grupy małych brązowych robaczków w pancerzykach - posprzątałyśmy, wyrzuciłyśmy ryż i trochę innych produktów i po krzyku. W porównaniu do tego, że ktoś mógłby nas np. obrabować (i wątpię by ryż był wówczas pierwszą rzeczą, którą by kradł) - jest całkiem nieźle.
Wiem, że to co teraz robię to racjonalizacja, ale lepsze chyba to niż utyskiwać na spędzony ze ścierką w ręce wieczór, nie?
A. K. zrobiła przepyszną zapiekankę.
08 lutego 2012
Decyzyjność.
Jak to jest, że taka duża dziewczynka jak ja nadal nie wie czego chce i nie potrafi sprawnie podejmować ważkich decyzji. Tych błahych z resztą też nie. Decyzją nad którą spędzę jeszcze długie godziny w tym tygodniu jest wybór koloru sofy do nowego mieszkania. Inaczej - decyzję to nawet potrafiłabym podjąć, tylko po dwóch dniach mogłoby się okazać, że jednak nie miodowy kolor jest najlepszy, tylko oberżyna i zamiast ceglastych ścian mogę zrobić kość słoniową i to się pięknie będzie komponować z moją dębową komodą.
Właśnie. Dlaczego nie potrafię raz podjętej decyzji uznać za słuszną, gdyby ktoś to zrobił za mnie, uznałabym, że jest mądry i na pewno wie lepiej, więc nie ma co decyzji podważać. Skoro jednak ja, Mała Dziewczynka, wybieram to na bank czegoś nie wezmę pod uwagę i nie przewidzę, że światło w pokoju będzie padać pod takim kątem, że miodowa sofa wyglądać będzie niekorzystnie i mdło.
Widzicie Państwo, takie oto istotne i wymagające głębokiej analizy kwestie zaprzątają mój umysł od rana, nie zamieszki w Syrii, powódź w Australii czy głód w Afryce tylko kolor obicia mebla, który najchętniej zastąpiłabym sobie hamakiem lub posłaniem z kocy, ale jakby to wyglądało, gdyby przyszli goście.
Właśnie. Dlaczego nie potrafię raz podjętej decyzji uznać za słuszną, gdyby ktoś to zrobił za mnie, uznałabym, że jest mądry i na pewno wie lepiej, więc nie ma co decyzji podważać. Skoro jednak ja, Mała Dziewczynka, wybieram to na bank czegoś nie wezmę pod uwagę i nie przewidzę, że światło w pokoju będzie padać pod takim kątem, że miodowa sofa wyglądać będzie niekorzystnie i mdło.
Widzicie Państwo, takie oto istotne i wymagające głębokiej analizy kwestie zaprzątają mój umysł od rana, nie zamieszki w Syrii, powódź w Australii czy głód w Afryce tylko kolor obicia mebla, który najchętniej zastąpiłabym sobie hamakiem lub posłaniem z kocy, ale jakby to wyglądało, gdyby przyszli goście.
01 lutego 2012
Keep going.
Wczoraj jadąc o 17:08 do domu tramwajem zorientowałam się, że coś jest nie tak. Po chwili główkowania doszłam do tego, że nie jestem głodna, ani zmęczona, śpiąca ani zdenerwowana, nie jest mi zimno ani za ciepło i nigdzie się nie spieszę.
Zen - sobie myślę - albo nirwana, trzeba korzystać z chwili bo pewnie zaraz mi przejdzie. Ale w zasadzie czemu ma przechodzić? Setki amerykańskich autorów zarobiło setki tysięcy amerykańskich dolarów na publikacjach typu "Positive mental attitude" albo "Open your eyes - happieness is everywhere".
Tak więc moi mili koniec z dołami i depresją, czarnymi poniedziałkami, wtorkami i czwartkami, co z tego że na dworze jest minus milion (w Krakowie podobno dziś minus dwa miliony) - uśmech, relax, alleluja i do przodu.
Mam jeszcze ochotę napisać, że zacznę się w końcu zdrowo odżywiać ale to już byłaby przesada.
___________________________
Amerykańskie. Mimo to polecam - klik.
Zen - sobie myślę - albo nirwana, trzeba korzystać z chwili bo pewnie zaraz mi przejdzie. Ale w zasadzie czemu ma przechodzić? Setki amerykańskich autorów zarobiło setki tysięcy amerykańskich dolarów na publikacjach typu "Positive mental attitude" albo "Open your eyes - happieness is everywhere".
Tak więc moi mili koniec z dołami i depresją, czarnymi poniedziałkami, wtorkami i czwartkami, co z tego że na dworze jest minus milion (w Krakowie podobno dziś minus dwa miliony) - uśmech, relax, alleluja i do przodu.
Mam jeszcze ochotę napisać, że zacznę się w końcu zdrowo odżywiać ale to już byłaby przesada.
___________________________
Amerykańskie. Mimo to polecam - klik.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)