28 października 2011

Ciepło, cieplutko.

Snuję się po biurze jak kot od rana, co rusz się przeciągając i zaparzając kolejną rumiankową herbatę, na zmianę z cappuccino marki Tchibo, które szef kupił również dla siebie (choć nie wygląda jak amator słodyczy), ale nie będzie miał szansy spróbować, bo ani się obejrzy, wykończę całe pudełko.

Nie to, żebym nie miała co robić - mam i robię, tylko w lekko zwolnionym tempie, w rytmie starych czarno-białych filmów z Humphreyem Bogartem, a dookoła mnie snuje się niewidoczny dym papierosowy i nie wiedzieć czemu, przymykając oczy widzę filiżankę espresso i sceny z musicalu "Nine".

Zapachy, zapachy mnie ostatnio otaczają, spowijają i nie dają skupić na codziennych oczywistościach. Świeżo heblowane drewno, pieczone w ognisku ziemniaki, Chanel Mademoiselle, dym z cieniutkich włoskich cygar.

Zabierzcie mnie do domu, zabierzcie mnie do mamy. I najlepiej, żeby z mamą w domu były pierogi.

Doczekawszy się.

Dobrego humoru ciąg dalszy, choć dziś są ku niemu bardziej wyraźne, rzekłabym NAMACALNE przesłanki. Uściślając - jedna, mierząca metr osiermdziesiąt przesłanka, o rozbrajającym uśmiechu, silnych ramionach i oczach w kolorze absolutnego błękitu. Tak.

Dodatkowo, w poczucie pełni szczęścia wpisuje się fakt,że po czterech tygodniach starannego wykonywania obowiązków bez jednego dnia na głębszy oddech, czekają mnie teraz 4 (słownie: cztery) dni laby niczym - mam nadzieję - niezakłóconej. Ktoś tam na górze musi mnie mocno kochać, bo nawet pogodę zapowiadają ładną i zamiast tradycyjnego o tej porze śniegu z deszczem czeka nas słoneczko i -naście stopni.

Choćbym chciała ponarzekać, to nie mam na co :) Pięknie jest, jest pięknie! Jestem dobrą, mądrą dziewczynką, zasłużyłam.

27 października 2011

Jaka piekna Pakosa!

Czuję się dziś od rana jak Pakosińska, uśmiech dosłownie nie schodzi mi z twarzy. Cieszy mnie wszystko: kształty, kolory, rozmowy, uśmiechy, co jest tym dziwniejsze, że biorąc pod uwagę ilość wina, które skonsumowaliśmy ze znajomymi do wczorajszej kolacji, bynajmniej nie mam prawa dziś czuć się dobrze.

Ktoś też mógłby powiedzieć, że w porównaniu z depresyjną aurą wcześniejszych wpisów dzisiejszy dobry humor wydawać się może cokolwiek schizofreniczny. Byłby to jednak błędny wniosek, gdyż od ostatnich wpisów minęło już trochę czasu i w tymże czasie sukcesywnie walczyłam z własnym wszechogarniającym marazmem i krok po kroku wyłaziłam z kosza (ciiichoszaaa wygląda na to, że mi się udaje :)).

To, czy dobry humor jest tylko chwilowy, przekonamy się niebawem, choć są wyraźne przesłanki ku tezie, że zagości on u nas na dłużej i że już dość smutactwa i tumiwisizmu.

p.s z racji nieprzeciętnie dobrego dnia, można mnie dziś o wszystko prosić i najprawdopodobniej się zgodzę :)

18 października 2011

Powiało optymizmem.

Życie jest okrutne, życie jest złe, jest też męczące i niesprawiedliwe . Jak to jest, że jakiś Meksykanin wisi sobie teraz w hamaku z butelką piwa w ręce i wygrzewa w południowym słońcu a ja tu nie dość, że marznę, nie dość, że pracować muszę, to jeszcze wstawać co rano skoro świt.

Na dodatek, mimo intensywnych poszukiwań nie kupiłam wczoraj kozaków, bo firmy obuwnicze nie przewidziały, że przy tak małej stopie (36) można mieć tak ogromną łydkę. Spinning, Panie i Panowie, mój ratunek i przekleństwo zarazem.

14 października 2011

Zbiegi okoliczności.

Dziś na spotkaniach miałam dwóch Panów, którzy na drugie imię mieli Piotr.
Nie wiem, czy to ma jakieś znaczenie.

12 października 2011

Raz się żyje.

Jestem szczęśliwa. Jestem szczęśliwa!! Niezaprzeczalnie i nieodwołalnie i to z tak banalnego powodu, że aż wstyd się przyznawać. Oczywiście nadal mam do siebie żal i pretensje o brak konsekwencji, bo a i owszem, schudłam 2 kg, ale zaraz potem tyleż samo przytyłam, bo skoro mi tak łatwo poszło, to może nie powinnam się tak spieszyć i może kupię sobie czekoladę...  kobieca logika. Tak.

Nie zmienia to faktu, że w drodze do i z zakładu pracy przygłupawy półuśmiech nie schodzi mi z twarzy, jestem tak pewna siebie i swojego miejsca na Ziemi, że nawet kanara potrafię przekonać, że przecież ja dopiero wsiadłam i fakt, że nie mam biletu nie wynika z chęci okradzenia MZK, tylko braku czasu na przejście 2 metrów do biletomatu w środku tramwaju...Tak.

Nie wiem jak to się dzieje, ale się dzieje - dostaję od losu więcej, niż kiedykolwiek myślałam, że można, tak naprawdę nie robiąc nic albo niewiele i nawet się nie starając, samo mi tak jakoś w ręce wpada... Tylko nie zmarnuj tego, Kobieto, nie zmarnuj, na co Ci mieszkanie, samochód, do grobu nie zabierzesz, ważni są ludzie, przyjaciele i ich pamięć o Tobie, wypadałoby trochę dobra po sobie zostawić w podziękowaniu za to szczęście. Tak.