23 lipca 2011

She left no time to regret.

27. Trudny wiek. Morrison, Joplin, Hendrix, Cobain.

Pamiętam pierwszy raz, gdy ją słyszałam, pomyślałam: Fitzgerald, a zaraz potem - Moment, Ella śpiewa o odwyku?!

2 płyty. Tyle nam zostawiłaś.
Będziemy ich słuchać do zdarcia. 

Tribute, Amy Jade.

22 lipca 2011

Inspiracje.

Jedna ze starych ludowych mądrości mówi, że można wiele zobaczyć, gdy się patrzy.
I rzeczywiście! Ostatnio szukałam inspiracji do projektów, które chodzą mi po głowie i nagle zewsząd zaczęły do mnie docierać mini-impulsy, podszepty, ciekawe realizacje. Czasem jest to zdanie, które wypowie poznana w pracy osoba, przedmiot na sklepowej witrynie, czy też blog, który zauważam w zakładce "Czasem odwiedzam" innego bloga, którego z kolei ja czasem odwiedzam...

Ostatnie odkrycie: projekt The Little People. Link po prawo.

21 lipca 2011

Leje.

Leje. Dalej leje, już dziesiątą godzinę leje, albo i dłużej, bo nie pamiętam, kiedy zaczęło. Na śmierć zamarznę, jak wyjdę z biura, a na jogę wzięłam króciutkie spodenki i bluzkę na ramiączkach. Dziś ćwiczę zawinięta w koc i przykryta karimatą.

13 lipca 2011

Odtrutka na marazm i roszczeniowość.

Od kilku dni ratuję od zatracenia swoją lewicową duszę lekturą Wysokich Obcasów. W internetowym wydaniu znalazłam wywiad z Anną Nowakowską - Pokolenie bez etatu. Pani psycholog obnaża w nim bezpodstawność i bezcelowość postaw przyjmowanych przez zagubionych na rynku pracy 20- i 30-latków, nie umiejących znaleźć sposobu na rozwijanie własnych talentów, ślepo roszczeniowych - bo przecież sam fakt posiadania dyplomu jakiejś uczelni powinien zapewnić karierę, pensję 4 tys netto i dożywotnie poczucie bezpieczeństwa.

Polecam wszystkim, a szczególnie przedstwicielom mojego pokolenia (X, Y czy jaka tam teraz łatka obowiązuje). Pani psycholog dobitnie, brutalnie wręcz, uzmysławia jakie błędy w myśleniu o sobie i swojej "karierze" popełniamy, skąd one się biorą i co chyba najważniejsze - jakie powinniśmy zadać sobie pytania, aby wyrwać się z zaklętego kręgu "należymisię".

Rozmowa Małgorzaty Kolińskiej-Dąbrowskiej z lutego 2011.

12 lipca 2011

going nuts.

stan konta
stan zapalny
stan d-up comedian
Stan y
stan daryzacja
stan stały
Stan isław Lem
stan owienie prawa
stan ik
Stan 'ko
...

11 lipca 2011

Tydzień z bezami.

Nie, nie słodkimi purchawkami przekładanymi kremem, za którymi nota bene nie przepadam.
Nadchodzące dni będą dla mnie czasem BEZ gotowania (bo lubię i mi wychodzi, a potem to wszystko - często sama - zjadam), BEZ ciastka do porannej kawy, słodkiego budyniu na podwieczorek i generalnie BEZ słodyczy. No, może poranną owsiankę trochę sobie posłodzę.

Czeka mnie też tydzień BEZ popołudniowego leniuchowania, BEZ zaczytywania się w czymbądź w pozycji horyzontalnej - normę czytelniczą nadrobiłam w weekend, teraz wieczorami czeka mnie sport (ruchy, kluchy leniwe!).

Zamierzam też wytrwać do soboty BEZ szastania pieniędzmi (przydadzą się na niedługim urlopie).
I zbuduj w sobie człowieku wewnętrzną motywację do codziennego wstawania z łóżka.

07 lipca 2011

Najpiękniejszy dzień w życiu.

Strony sklepów z sukniami ślubnymi uparcie sugerują, że to właśnie dzień, w którym ze łzami w oczach, brokatem we włosach i długim welonem na posadzce cicho i rzewnie szepniesz: TAK.

Śmiem zapolemizować. Moim najpiękniejszym dniem był (i chyba nic tego nie zmieni) pewien chłodny czerwcowy wtorek, kiedy to po czterech miesiącach tresowania swojej szarej podczaszkowej masy w logicznym myśleniu i walki ze snem nad podręcznikami do doktryn politycznych (kto czytał, ten wie) dostałam 5,0 na semestr od doktora, u którego 3,0 było wyczynem zasługującym na dwudniową balangę.

Jedna z moich koleżanek natomiast za najpiękniejszy dzień swojego życia uznaje dzień swoich narodzin. To ma sens.

This is my town and if you don't like it...

Pierwotny pomysł na bloga był inny. Miało nie być osobistych wynurzeń czy relacjonowania przebiegu dnia. Miały za to być refleksje, interesujące przemyślenia  i błyskotliwe myśli, ale jak to z błyskotliwymi myślami bywa - pojawiają się za rzadko, niż byśmy chcieli, a jeśli już, to akurat wtedy, gdy nijak nie da się ich zapisać.

Wprowadzam więc nowy porządek. Na blogu będzie się pojawiać co bądź. Może strzelam sobie tym w kolano, ale jako miłośnik słowa z literackimi ambicjami powinnam pisać, pisać, pisać.

To jest mój blog i jeśli coś ci się nie podoba...

06 lipca 2011

Joga.

Ambitny plan mam zawsze. Wymyślam, jak ciekawie i sensownie spędzić czas po pracy, te kilka zbyt szybko umykających godzin, między 17.oo a ostatnim przedsennym ziewnięciem. Pomysły kręcą się, jak na singielkę z dużego miasta przystało, wokół sportu, kultury i ludzi - w różnych proporcjach i natężenu.

Wczoraj głównym punktem popołudniowej agendy była joga, na którą umówiłam się z jedną z kumpel, która znała mnie już wtedy gdy jeszcze nie byłam tym, kim dzisiaj. Niejedno razem widziałyśmy i zrobiłyśmy - kolejną z tych rzeczy miała być uważna praktyka asan. Z tym, że.

Nawet wysoki poziom motywacji (obie niedługo mamy urlop, chcemy być zwinne i gibkie) nie powstrzymał nas od wejście "na chwilę" do jednej ze śwątyni szmatek, bucików i dodatków, w której utkęłyśmy na dobre półtorej godziny, a że na asany było już za późno, reszta popołudnia zleciała na wyszukiwaniu nowości wydawniczych i smakowaniu miodowego przysmaku jednego z miejskich mini-browarów.

Zwykle po takie niezgodne z planem obijanie się wywołuje u mnie gigantyczne poczucie winy, ale dziś przez całą noc śniło i się, że jeżdżę rowerem, więc czuję się rozgrzeszona.

04 lipca 2011

Bilans..zawsze byłam kiepska z ekonomii.

Sobota. Godziny snują się ospale, nigdzie się nie spiesząc i bynajmniej nie sugerując, że coś "trzeba" lub "powinnosię". Tematem dnia jest leczo z kabaczka, napisany od końca kryminał A. Christie i telefon od przyjaciela, który chciałby...

Uwielbiam rosyjską nazwę niedzieli - Waskriesieńje (Wskrzeszenie) - jest tak melodyjne, przepełnione symbolicznym znaczeniem, a do tego bezpretensjonalnie urocze. Jeśli kiedykolwiek miałabym zrobić sobie tatuaż, byłoby nim to słowo, pisane, rzecz jasna grażdanką.

Waskriesieńje przyniosło nieoczekiwany pakiet rozmyślań, refleksji i chęci powrotu do czegoś, co utraciłam jakiś czas temu. Trochę tak, jakbym na powrót była małą dziewczynką, a mama wołała mnie przez okno z podwórka na obiad.

01 lipca 2011

Już prawie, już za chwilkę...

Jeśli czytanie tego wpisu oderwało Cię od sumiennego i skrupulatnego wypełniania zawodowych obowiązków, to prawdopodobnie domyślasz się, o co chodzi...
... o U.R.L.O.P !!

Do mojego (zasłużonego) wypoczynku zostało równiuśko 5 tygodni, a to już chyba najwyższy czas, żeby zrobić jakiś plan, listę potrzebnych rzeczy, jakieś rezerwacje i projekcje, jak to miło będzie sobie leżeć, jeździć, pływać i ogólnie wypoczywać z uwolnioną od obowiązków głową. Szczególnie, że wszystkie ważne projekty w firmie zostaną sprawnie domkniete, zlecenia zrealizowane, współpracownicy przygotowani na absencję i na pewno nie będzie niczego, co mogłoby mi wakacyjny spokójzmącić :-]

Ahoj przygodo! Jeszcze tylko kilka chwil...