28 czerwca 2010

W królestwie banału.

W życiu niektórych co chwilę wybuchają petardy.
A to zmiana pracy, a to nowy partner, a to ciężka choroba, która po tygodniu okazuje się źle zdiagnozowaną anginą.
U innych, dla odmiany, miesiącami nic się nie dzieje - stabilizacja, rutyna, nuda.

Kto o tym decyduje, czy bohaterowie dramatu mają wpływ
na jego rozwój?

Sami kreują zmiany lub wymuszają ich brak, czy dają się
nieść z prądem, zbyt skupieni na codziennych zdarzeniach,
by zastanawiać się nad ich przyczyną.

Na ile ludzie są świadomi sami siebie?
Na ile Drogi Czytelniku jesteś świadom siebie Ty?


Niniejszy post sponsoruje, użyta dwanaście razy, literka ą.

Hobbes miał rację.

Tęsknię za światem, który znam z powieści ruskich klasyków,
za światem, w którym zwroty "kultura osobista" i "dobre maniery" oznaczały coś więcej, niż powstrzymanie się od dmuchnięcia papierosowym dymem w twarz przypadkowego przechodnia czy ustąpienie miejsca w tramwaju przyszłej matce z widocznym brzuszkiem.


Gdzie się podziało wychowanie, jasne reguły postępowania, umowa społeczna?

Niedawno poznany agent ubezpieczeniowy, po bezpodstawnie szybkim przejściu na "ty", chcąc się umówić na spotkanie wysyła smsa - często późnym wieczorem lub w niedzielę.
Skąd, u diabła, założenie, że ja w weekend mam głowę do kalkulowania zysków i strat, jakie przyniesie mi polisa?

Inny przykład: klient pisze w sobotę na mój firmowy adres e-mail z informacją, że pojawi się w biurze w poniedziałek rano. Moja babcia, bardzo mądra kobieta, nazywa takie zachowanie "brakiem pomyślunku", a ja dodam - i szacunku.
Do siebie.

Nie dając mi czasu na przygotowanie się do rozmowy
minimalizuje szansę na pomyśle zakończenie sprawy.


Czy to tylko ja mam z tym problem?
Czy Hobbes miał rację postrzegając życie, jako nieustanną rywalizację wszystkich ze wszystkimi, którą należy usankcjonować zakazami?
Być może potrzebne jest bardziej romantyczne spojrzenie na sprawę. Jednakże nad nim muszę jeszcze trochę popracować.

26 czerwca 2010

Polędwica

Wrocławskie wały w kilka tygodni po powodzi wyglądają jak pobojowisko.
Poza pokaźną warstwą wszechobecnego mułu uwagę zwraca lekki, choć wyczuwalny, zapach ni to glonów, ni to bagna,
ni to rybiej łuski.

Psów wyprowadzanych przez właścicieli brak, matek
z pociechami i emerytów brak, a co najdziwniejsze - brak przedstawicieli klasy średniej grilującej (mimo niewielkiego zachmurzenia i ok. 22*C).


Ucieszyło mnie to, zdziwiło, a potem zaczęłam się zastanawiać: dokąd oni się przenieśli?
Na balkonach i w parkach nie wolno, na trawniku przed akademikiem (o ile nie jest się studentem) nie wypada.

Wygląda na to, że popyt na zwyczajną i karkówkę musiał spaść.
Zakłady mięsne nie mają zamówień.
Bezrobotni rzeźnicy wyjeżdżają najbliższym busem szlachtować holenderskie krowy za 15€ brutto/h.

24 czerwca 2010

Czas wolny

Czas wolny to dziwny fenomen.
Pojawia się akurat wtedy, gdy najmniej się go spodziewamy i najmniej potrzebujemy.

Znam takich, co przezornie noszą przy sobie gazetę lub niewielką kniżkę i gdy muszą poczekać na kogoś, z kim się umówili, nadrabiają zaległości w czytaniu.
Niektórzy, z automatu, uruchamiają gierkę w telefonie lub profil na twarzbooku i pozwalają swoim szarym komórkom na kwadrans niezmąconego pracą spokoju.

W takiej chwili można też składać bliskim spóźnione życzenia, robić pokątne notatki do książki, która nigdy nie powstanie lub lustrować asortyment najbliższego odzieżowego.

Sposoby takie możnaby mnożyć, choć mam wrażenie, że nie w nieskończoność.
Cywilizacja Ludzi Aktywnych nie pozwala nam na beztroskie marnowanie czasu, trwonienie go, prosto, na reflekcje.

A może się mylę?
Obym się myliła.

22 czerwca 2010

M jak Mundial

Zupełnie nie znam się na futbolu.
Dopiero kilka dni temu dowiedziałam się, co to jest spalony, a i tak mam wrażenie, że nie do końca go rozumiem.

Koledzy, owszem, piłkę oglądali, ale dla mnie to zawsze oznaczało 90 nudnych minut spędzonych na śledzeniu 22 spoconych facetów, zarabiających miliony bieganiem.

A właściwie dlaczego ja się nie znam na piłce?
Bo jestem kobietą?
Siła stereotypów i zachowań wpisanych w role społeczne jest nieprawdopodobna.

17 czerwca 2010

Poezja obrazu

Amerykańscy naukowcy udowodnili, że myślimy obrazami.
Kolorami, kształtami, kontrastami, światłem.

Dlatego zapewne większość z Państwa, jeszcze przez długi czas, będzie mieć w pamięci tło tego bloga, nie potrafiąc jednocześnie przypomnieć sobie, o czym na nim przeczytaliście.

16 czerwca 2010

Gra

To zaskakujące, jak zachowanie różnych, także nieznanych nam osób, jest często łatwe do przewidzenia.

Pieniądze dają wielu z nas poczucie siły, więc wraz z poziomem zasobności rośnie poziom roszczeniowości i bezczelności.
Nie twierdzę, że we wzajemnych relacjach powinniśmy być pełni pokory i że przy okazji np. otwierania konta w banku, mamy okazywać czołobitny szacunek. Każda ze stron ma swój interes i cel, często wystarczy więc krótka reflekcja: jak moje zachowanie zostanie odebrane?

Bardzo pomaga postrzeganie interakcji społecznych jako negocjacji* lub gry, w której za dobre posunięcie otrzymuje się punkty.

Pomyślmy o tym, gdy następnym razem będziemy chcieli przyspieszyć naszą sprawę w urzędzie lub kupić korzystnie auto z zeszłego rocznika.

*negocjacje nie mogą być oparte na kłamstwie. Jeśli są, są czystym oszustwem.

10 czerwca 2010

Prostota

Proste rozwiązania są najlepsze.
Na większość problemów z PCtem najlepiej działa reset.
Na zmęczenie, zniechęcenie i brak motywacji najskuteczniej mocna kawa i duże ciacho.
Sukces wyborczy?
Niezbędne jest proste, celne hasło,
np. "Polska jest najważniejsza".

I przecież jest, prawda?
Choć znam takich, dla których najważniejsze są pieniądze, miłość, gry wideo czy znalezienie miejsca w przedszkolu dla dziecka.

09 czerwca 2010

Może by tak czasem...

Jaki biologiczny mechanizm (czy atawizm) jest odpowiedzialny za to, że tak łatwo przyzwyczajamy się do rzeczy dobrych, skupiając swoją uwagę na tym, co aktualnie nam przeszkadza?
Zapominamy, że przez ostatnie 8 miesięcy było zimno i brakowało słońca, na którego nadmiar narzekamy teraz.
Czy chodzi o to, że nasi przodkowie musieli stale pamiętać o niebezpieczeństwach i niedoborach (podpowiedź dla młodszego pokolenia: prehistoryczne ludy nie miały do dyspozycji zaopatrzonych po sam dach marketów).
A może czekamy, aż ktoś, słysząc nasze biadolenie zlituje się i nam da?

Proponuję, by tak dla odmiany, pocieszyć się chwilę z tego co jest, nie czekając na kolejny kryzys, powódź, kradzież, które zabiorą nam cenny spokój, stabilność, możliwość robienia planów.

Patetycznie wyszło.

A nad Dużym Miastem wyszło słońce.

07 czerwca 2010

Public relations

Poranek, cieplutko, słonecznie.
Kolejka przy kasie w markecie na rogu niewielka.
I nagle niemłoda już ekspedientka z blond baranem na głowie nieopatrznie próbuje skasować na konto Pani Przed moją mineralkę!
Rozlega się krzyk, Pani Przed odskakuje, akcentując tym samym brak powinowactwa ze mną, a tym bardziej moimi zakupami, ekspedientka uśmiechając się przepraszająco odkłada butlę z cieczą z powrotem na taśmę...
...a ja się tylko zastanawiam, co też Panią Przed tak wystraszyło?
Myśl, że będzie musiała zapłacić za wodę, którą ja potem wypiję?
A może zapłacić i zabrać ze sobą, czego nie miała w planie, a półtora litra to wszakże niebagatelny gabaryt....
Jak widać niektórym osobnikom nawet długi, gorący czerwcowy weekend nie jest w stanie pomóc w redukcji stresu. Zostaje zatem objadanie się słodyczami, obmawianie współpracowników i czekanie na nowy odcinek ulubionej telenowelki.

03 czerwca 2010

Przekombinowanie.

Z ciekawością, przerażeniem, zszokowana lub między ziewnięciami przeglądam cudze blogi. I co tu myśleć o takim, którego niebagatelną część stanowi reklama środka na biegunkę?
Brak tylko informacji: ZAŻYĆ PRZED PRZECZYTANIEM.


Dlatego też (dla porządku) wprowadzam kilka zasad:
1) Żadnych reklam czy promowania rzeczy tego niewartych.

2) Pretensje, żale, depresje dozwolone tylko z okazji świąt i przed urodzinami.

3) Wszelkie szczegóły z życia prywatnego będą zmyślane lub koloryzowane, a ich użycie będzie miało na celu wywołanie u Czytelnika złudnego wrażenia bliskości, więzi czy podobieństwa z Autorką.


Niech prostota będzie kluczem, a za złamanie którejkolwiek z zasad dobrowolnie się zgłoszę do fabryki kociej karmy na testera nowych smaków.

p.s. Chętnie przyjmę propozycję poprawiania moich przecinków.

01 czerwca 2010

4...3...2...1...zero.

Pierwszy post jest.
Najtrudniejszy, więc będzie krótki. To tyle.