29 grudnia 2010

Kółko czy kreska.

Czy tylko mi się wydaje, że współczesne postrzeganie czasu jest cokolwiek paranoiczne? Jednocześnie liniowe i cykliczne?

Z jednej strony zewsząd słychać narzekania, że ten czas tak szybko (i bezpowrotnie) nam ucieka, że się marszczymy i że "nowe", "młode" z definicji lepsze jest niż "stare", "nieskomputeryzowane".

Z drugiej natomiast, co roku w grudniu, życzymy sobie wszystkiego naj w nowym (ściśle określonym, 365-dniowym) roku, symbolicznie wchodzimy w nowy początek, nowy cykl, nowe kółko, które nie wiedzieć czemu, w przeciwieństwie do innych kółek, ma swój początek i koniec. (Szóstym zmysłem poczułam zapach potu swoich pra-przodków, którzy, jeśli w ogóle czas mierzyli, to od wiosny - do wiosny).

Może to taki sposób na oswajanie nieoswajalnego? Nie potrafimy przecież kontrolować czasu, zatrzymywać go, rozmnażać. Nie mamy wpływu na "nasz" początek, a tym bardziej koniec. Stwarzamy sobie więc ogólnoświatową iluzję przełomowości, świętujemy nową szansę, wypełnieni endorfinami całujemy się na ulicach, rynkach, z kim popadnie, bo zegar zamiast 23:59 pokazał 0:00 (jak co noc z resztą).

28 grudnia 2010

A widzisz tu kota? Widzisz kołyskę?

Im jestem starsza tym częściej sobie myślę, że Vonnegut miał rację.

We wszystkim.

W niczym.

A tak naprawdę Vonneguta nie było.

Człowiek bez ojczyzny. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich dekonstruktywistów lubujących się w poetyckiej bezpośredniości.

22 grudnia 2010

Spokojnie, to tylko gruźlica.

Po kilku latach bezkonfliktowej i owocnej współpracy mój układ odpornościowy podał się do dymisji (pewnie dlatego, że ostatnio nie uprawiam sportu - grypa jako zemsta za lenistwo, nie biegam, więc mam czas chorować).
Tegoroczne życzenia zdrowych, spokojnych Świąt składane przy akompaniamencie mojego duszącego kaszlu nabrały głębszego,a jednocześnie dosłowniejszego znaczenia. Oby były szczere i zostały spełnione.

29 listopada 2010

Zmiennocieplność.

Dziś rano Pan Ochroniarz w pracy zapytał mnie, czy śnieg ostudził mój zapał do jazdy rowerem. Odpowiedziałam, że ależ skąd, założyłam nawet łańcuchy na koła, ale za bardzo zahaczały o błotniki i z konieczności przyjechałam tramwajem.

O ileż prościej żyłoby się w kraju, w którym przez cały rok panuje względnie podobna temperatura. Człowiek nie musiałby zmieniać swoich przyzwyczajeń, a najciekawszą i najbardziej wyczekiwaną częścią wieczornego serwisu informacyjnego nie byłaby prognoza pogody.

24 listopada 2010

Zimno.

Zima jest absolutna, zima jest totalna. Wyjdziesz na zewnątrz nieubrany, nieprzygotowany – zginiesz. Względnie bezpieczny jesteś tylko w czterech ogrzewanych ścianach.

Do zimy jeszcze miesiąc, ale ona, flirciara, już teraz puszcza do nas oko, puszczając między kropelkami deszczu drobne, kłujące, kanciaste płatki śniegu.

Mój protest przeciw zimnu zimna nie powstrzyma więc i wygłupiać się protestowaniem nie będę. Zostaje mi tylko cierpliwość, pokora i podziw dla absolutu.

Kupa piachu.

Niech się stanie coś lub ktoś, kto zburzy te zamki z piasku w mojej głowie. Ale nie po kolei, na raty - wszystkie na raz! Niech je obróci w proch, pył i perzynę, wywracając jednocześnie cały obraz na lewą (tą bliższą serca) stronę. Niech się znów, choć na chwilę (bo przecież wciąż żyję, uczę się i doświadczam) stanę tabula rasa. I nie chodzi tu o nową szansę, raczej o głód przestrzeni wewnątrzczaszkowej, potrzebę generalnego przewietrzenia synaps i neuronów.
Niech nas zetnie silny mróz, niech nam srogo sypnie śniegiem, niech nas zawieje i zamiecie.

20 listopada 2010

Pyszności.

A propos wypiekania bułek na śniadanie - znalazłam świetny przepis na drożdżówki z gruszkami - wpis z 7 listopada na blogu Pieprz czy wanilia. Co prawda, jeszcze go nie wypróbowałam, ale jest tak zachęcający w swej prostocie, że na pewno niedługo wcielę go w życie.

Autorka na blogu, oprócz smakowitych przepisów, umieszcza także piękne zdjęcia.

16 listopada 2010

Thinking inside the box.

No bo niby czemu wszyscy musimy chcieć myśleć i działać nieschematycznie? Schematy, ścieżki, zdefiniowane role są po to, żeby z nich korzystać, żeby się nie gubić, żeby wiedzieć gdzie się jest i żeby było łatwiej.
Ambitnym polecam wypiekanie co rano bułek na śniadanie, bo to niekonwencjonalne i przynosi więcej radości niż wydane u piekarza 1,50 zł.

A z drugiej strony refleksja nad swoją schematycznością i poziomem konformizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

05 listopada 2010

Ręczna robota.

Zapraszam wszystkich, którzy przez zupełny przypadek, klikając w opcję "Następny blog" trafią tutaj, do odwiedzenia strony www.mamprawowiedziec.pl.

Inicjatywa z politologicznego, ale nie tylko, punktu widzenia słuszna wysoce. Uwierzcie mi, że dotarcie do kandydata, który ubiega się o stołek radnego gminy Pcim Górny, ma 53 lata i nie wie, co to jest poczta elektroniczna, nie jest takie łatwe. Mimo to są ludzie, którzy dla Was, Narodzie, do którego należy Władza, to robią lub zrobili.

A, jeszcze jedno - umieściłabym na swoim blogu logo promujące tą akcję, ale nie wiem jak. Jak to mówią, na podłożu z dobrych chęci diabeł wytańcuje foxtrota (do zobaczenia w ostatniej edycji TzG).

Marchew na kiju.

Jestem dorosła, mądra (jak mówili moi nauczyciele "samodzielnie myśląca") i już nic nikomu nie muszę udowadniać, bo w większości przypadków wiem lepiej, a nawet jeśli nie, to będę się upierać i zarzucać naciąganymi argumentami, że jednak tak.

Nuda! Ja chcę się uczyć! Chcę, żeby mi ktoś wytknął nieodrobioną lekcję! Żeby mnie ktoś wyzwał na pojedynek albo do tablicy, jak na matmie w liceum, kiedy z nerwów kreda leciała mi z rąk!
Nie dajcie się zwieźć, ja się jeszcze wielu rzeczy mogę nauczyć. Tylko potrzebny jest kij. Albo marchewka. Albo marchewka na kiju.

03 listopada 2010

Ciekawość.

Mieliście kiedyś tak, że zaglądaliście na swojego bloga zaciekawieni, czy aby nie pojawił się na nim jakiś nowy wpis?

02 listopada 2010

Przesyt.

Kreator szablonów bloggera daje zdecydowanie za dużo możliwości. Dla osoby tak momentami niezdecydowanej, jak ja, oznacza to kolejne pół godziny spędzone na szukaniu tła do bloga, które aktualnie najlepiej odpowiada nastrojowi mojej duszy.
A powinnam raczej w tym czasie zastanowić się nad tym, który odcinek dr House'a włączyc sobie na dobranoc.

27 października 2010

Chcieć to móc.

Hinduiści twierdzą, że w życiu należy dążyć do minimalizacji pragnień, bo jak człowiek mało chce, to się rzadko rozczarowuje i na uzyskanie stanu niechcenia zalecają medytację.

Ja doszłam do wniosku wręcz odwrotnego, według mnie chodzi właśnie o to, żeby chcieć i żeby się chciało (tylko bez oskarżeń o roszczeniowość czy hedonizm, mowa tu o apetycie na życie).
Nurtuje mnie, który ośrodek w mózgu za to chcenie odpowiada.
I czy można go stymulować czynnościami do medytacji odwrotnymi? Biegami na orientację, pogowaniem pod sceną na rockowych koncertach lub pracą w barze szybkiej obsługi.
Jestem coraz starsza, więc będzie mi się chciało coraz mniej, czy coraz bardziej, bo zasoby czasu się kurczą?

p.s. Nie oglądajcie filmu "Jedz, módl się, kochaj". Moim zdaniem jedynym uzasadnieniem jego powstania były topniejące zasoby finansowe na kontach Julii Roberts.

22 października 2010

Adults only.

Przestało mnie dziwić, czemu Jeff Dunham stroi sobie żarty ze swojego Priusa.

Miałam ostatnio wątpliwą przyjemność bycia pasażerką jednego z nowszych modeli Toyoty. Egzemplarz najlepszy, jaki można sobie wyobrazić - służbowy.
Do tego, że Toyota jest kobietą przekonało mnie jej wyrachowane i niewybrednie bezpośrednie poczucie humoru.
Ważę niewiele, to fakt, ale chyba nie mniej niż przeciętna Japonka, a mimo to autko uznało mnie za osobę niepełnoletnią i przez całą podróż pipczyło niemożebnie, podświetlając jednocześnie komunikat: front seat, adults only.
Zasadnicza i nieustępliwa - myślę sobie - dogadamy się, ale nieeee... O tym, że przez pół miasta w nocy jechaliśmy bez świateł już nas Toyota pipczeniem poinformować nie raczyła.
A mówią, że to z francuskimi autami jest droga przez mękę.

28 września 2010

Lista subiektywna.

Co wkurza górali?

1. Górali wkurzają turyści.
2. Robienie z nich półgłówków w serialu "Szpilki na Giewoncie" (nie da się, jeśli się nie jest Korzeniowskim, ot tak "przejść" z Krupówek nad Morskie Oko, to 30 km jest!).
3. Stanie w korkach, gdy trzeba w jakiejś bezsensownie koniecznej sprawie pojechać do Krakowa.

Bez czego górale nie potrafią żyć?

1. Bez gór. Choć część z nich przyznaje, że nie była w górach od lat.
2. Bez możliwości wypicia szklaneczki grzanego wina, wieczorem, we własnym ogródku, w szlafroku.
3. Bez szczerej życzliwości i gościnności okazywanej na co dzień, choć to już moja osobista obserwacja.

22 września 2010

Kariera.

Wychodzi na to, że ze swoim stale niskim ciśnieniem najlepiej czuję się na 2000 m n.p.m.
Mogłam iść na politechnikę.
Zostałabym operatorem kolejki na Kasprowym.

21 września 2010

Majestat.

Płaskie jest nudne i tu się chyba ze mną zgodzi przynajmniej męska część widowni (oj tak, wiem, te przebrzydłe stereotypy).

Urodziłam się w górach, wychowałam się w górach i mimo, że przez większość życia nieomal ich nie zauważałam (przecież to oczywiste, że są, wystarczy się przez okno wychylić), to ich brak z wiekiem odczuwam coraz dotkliwiej.

To chyba dlatego tak bezkreśnie bezgraniczną radochę sprawiają mi wędrówki po tatrzańskich szlakach. A teraz czas na frazes: smak spełnionego marzenia jest jednym z najsłodszych, jakich możemy zakosztować w życiu. I tym optymistycznym akcentem…

Biegnij Lola, biegnij!

Ostatnio zapomniałam się pochwalić – pierwsza biegacza impreza za mną. Nie, nie był to Wrocławski Maraton, choć startowaliśmy z tego samego startu i finiszowaliśmy na tej samej mecie, tyle, że dystans był dwudziestosześciokrotnie krótszy.

Razem ze mną biegły mamy z dziećmi w wózkach i babuszki w dresach i „adidasach” pamiętających czasy premiera Rakowskiego. Nic to, ważne, że nie dałam się im przegonić :-)

15 września 2010

Zasłyszane.

"Trzeba stworzyć dom, żeby mieć do czego wracać..."

...wyjadę za granicę, żeby mieć go z czego spłacać.

07 września 2010

Kułacy, Żydzi, cykliści.

Zaczynam rozumieć motocyklistów - ten wiatr we włosach, ten świst w uszach, te muchy na zębach!
Odebrałam dziś swoje dwa kółka z serwisu. Mechanik-czarodziej tak podokręcał wszystkie śrubki, że zamiast jeździć, mój rower niemal lata!
Za dowód niech posłuży fakt, że trasę, która zwykle zajmuje mi 1 h 20 min dziś zrobiłam w minut 35! I zdążyłam do domu, zanim zamknęli pocztę.

Wszystko byłoby więc pięknie, gdyby nie fakt, że ostatnio coraz wcześniej gaszą światło.

02 września 2010

xs

Ubrania w małych rozmiarach powinny być tańsze.
Robi się je z mniejszej ilości materiału, zużywa się mniej nici, pani krawcowa krócej szyje. Także na dalszym etapie jest szereg oszczędności: są lżejsze, więc ich transport mniej kosztuje, analogicznie ma się sprawa z ich magazynowaniem.

Logicznym jest więc, że taka ikseska powinna być o jakieś 12 (zgodzę się nawet na 10) procent tańsza niż ikselka.


Taki też wniosek wnoszę.

29 sierpnia 2010

Szparka.

Bydgoszcz - miasto zamieszkałe przez jakieś 350 tys. Polaków, z czego przynajmniej setka to przyzwoici dentyści.
Aktualny burmistrz tegoż grodu cierpi na brak zęba w górnej szczęce, czego nie widać, kiedy mówi, widać natomiast, gdy się szczerze uśmiechnie.


Znam dziewczynę, która również cierpi na brak zęba w górnej szczęce, ale tłumaczy to nieustającą potrzebą przerwy na papierosa. Ciekawe, po co ta szparka potrzebna jest prezydentowi Bydgoszczy.

28 sierpnia 2010

Bucket list.

Właśnie do mnie dotarło, że do listy marzeń z dzieciństwa, których nigdy nie uda mi się spełnić, należy dopisać wykonanie "Knajpy morderców" na przeglądzie piosenki aktorskiej.

O ile bowiem piosenki Lily Allen wychodzą mi lepiej, niż Lily Allen, to próba porównania dokonań księżniczki britpopu z niekwestionowalną wirtuozerią Staszewskiego wyszłaby raczej karkołomnie.
No cóż, nie można mieć wszystkiego.

I K E A.

Filiżanka z Ikei stoi na katalogu z Ikei, który leży na podłodze z klepek. Gdybym miała stolik z Ikei, postawiłabym go na podłodze z klepek, a na nim katalog z Ikei i filiżankę z Ikei. Ze spodkiem. Ponieważ nie mam stolika z Ikei, katalog z Ikei, razem z filiżanką i spodkiem, mogę co najwyżej położyć na stoliku ze strychu.

Sport to zdrowie.

Ostatnio podczas uprawiania joggingu bolą mnie łokcie.
Dziwne, bo nie biegam na rękach, ani nawet za szczególnie nimi, biegnąc, nie macham. A jednak.

Z kolanami byłoby jasne: potrzebne są inne buty albo inna nawierzchnia. A z łokciami co? Mam je trzymać wyżej?

25 sierpnia 2010

W żadnym razie nie kryminały.

"Sądziłam, że powinna pani mieć inne upodobania. Widać się myliłam. Młoda kobieta, wykształcona, kulturalna, pracowita, niezainteresowana seksem... Powinna pani lubić Sartre'a, Hessego, Carpentiera, może Camusa. Ale w żadnym razie nie kryminały."
Gra na cudzym boisku. A. Marinina.

17 sierpnia 2010

Ogóraski.

Stwierdziłam, że jak każda porządna dziewczyna z konserwatywnego domu, powinnam umieć zakisić ogóra.

Nabyłam więc drogą kupna 5kg gruntowych, gałąź kopru, szczelne zakrętki i zabrałam się do czarów. Akcja-segregacja poszła nader sprawnie, wszystkie gruntowe moczą się w zalewie i mają przepisowe parcie na szkło.

Teraz zostaje już tylko monitoring: czy aby zmienią kolor na ukiszony, czy któryś ze słoików nie zmieni się w bombę z opóźnionym zapłonem i czy nie mamy do czynienia z przeciekiem.

16 sierpnia 2010

Kobiecość.

"Co?! ja nie jestem kobieca? Zobacz Pani, jakie mam rozstępy! Szparagi można by sadzić."
(cytat z kabaretu Słoiczek Po Cukrze)

Spojrzenia na kobiecość mogą być bardzo różne.
Tylko czemu, motyla noga, tak często jest ona wiązana z kulinariami?
Ale o tym w następnym poście.

13 sierpnia 2010

13.

Trzynasty dzień miesiąca. Piątek.
Czyli polowanie na czarne koty oraz poszukiwania drabin, pod którymi można przejść, czas zacząć.

Miałam dziś nawet proroczy sen. Śnił mi się Brad Pitt.
Jeszcze nie wiem, czy zostanę jego żoną, czy wybiorę się w niedługim czasie do kina.

11 sierpnia 2010

Prawda.

Ludzie się zmieniają. Ludzie się nie zmieniają.

Żadne z tych twierdzeń nie jest prawdziwe.
Ludzie byli, jacy byli. Są, jacy są. I będą, jacy będą.
A kwestia ewentualnej ewolucji pozostaje otwarta i ściśle uzależniona od czynników sytuacyjnych.

To tak jak z prawdą, która rzadko kiedy leży pośrodku. Najczęściej leży po prostu tam, gdzie leży.

08 sierpnia 2010

I kto tu rządzi.

Sierpniowe, niedzielne przedpołudnie. Jedziemy do podniemczańskiego, 150-letniego ogrodu botanicznego.
Bilet: 7zł, ale Pan Odźwierny nas nie wpuści, bo jesteśmy
z psem (uściślając: biała, futrzata 3-kilowa kulka, która normalnie mieści mi się w torebce). Pytamy, czy nie da się tego jakoś obejść. Psiak jest mały, robi małe kupki, które zobowiązujemy się sprzątać, a jeśli trzeba, mogę go cały czas nieść pod pachą, więc rododendronom nie grozi zadeptanie.
Pan Odźwierny musi się skonsultować z instancją wyższą
- Panią sprzedającą lody na gałki na stoisku obok.
- Absolutnie, z psem nie wolno, jest zakaz!

O nie, pomyślałam. Pani Od Lodów nie będzie mi o spacerze decydować. Pytam Odźwiernego o przełożonego - Dyrektor Nowak, znajdę go w zajeździe obok. Podchodzę pod bramę, ale Ochroniarz Tadeusz, o śniadej cerze i wczorajszym spojrzeniu, tarasuje wejście, bo Dyrektor jest u siebie i być może śpi (jest południe!!). Wznoszę się więc na wyżyny negocjacyjne, bombarduję Ochroniarza argumentami, robiąc przy okazji minę: "I tak wejdę, nawet jeśli mnie nie wpuścisz". Udało się. Poszedł.
Wraca. "Pan Dyrektor powiedział, że nie musi wiedzieć o tym, że ktoś wszedł z psem do ogrodu" - ale ja muszę mieć jego zgodę, żeby sforsować Odźwiernego! W tym momencie okazuje się, kto tak naprawdę dzierży władzę w tym przybytku.
Ochroniarz Tadeusz z uśmiechem triumfu na twarzy proponuje, że schowa się w kantorku, żeby go Dyrektor nie słyszał i przekaże Odźwiernemu, przez walkie-talkie żeby nas wpuścił.

Weszliśmy, nawet biletu dla psiaka nie kazali nam kupować.
Dopiero podczas spaceru alejką pomyślałam, że już na wstępie mogłam się podać za siostrzenicę Dyrektora, rezultat byłby prawdopodobnie ten sam, tylko poszłoby znacznie szybciej.

05 sierpnia 2010

Elfy.

W porządku, z tymi demonami to faktycznie nie był najszczęśliwszy pomysł. Sprawdźmy więc inny przesąd:
"Nigdy nie ścinaj głogu, bo dopadną Cię elfy".

Jeśli choć niektóre z nich miałyby wyglądać, jak Legolas
- jestem w stanie wyciąć w pień całą plantację ;-)

Sprzężenie.

Stała się rzecz niebywała. Wczoraj umyłam okna a dziś nie spadł deszcz.

Do tej pory byłam przekonana że moje zamiłowanie do czystych szyb jest w jakiś magiczny sposób sprzężone z deszczowymi frontami atmosferycznymi. Ilekroć wkraczałam do akcji z glas cleanerem, do akcji wkraczał także Cumulonimbus.

Widocznie straciłam swoją moc.
Teraz muszę jeszcze sprawdzić, czy jeśli nie zasłonię ust przy ziewaniu, to opęta mnie demon...

03 sierpnia 2010

Coraz goręcej.

Największa od półtorawiecza fala upałów w Federacji Rosyjskiej stała się przyczyną wybuchu kilkuset pożarów. Ogień pochłonął wiele istnień, a od wczoraj stanowi także poważne zagrożenie dla stolicy.
Biedni Rosjanie.

Ciekawe, czy żywioł zagraża także tym Rosjanom, którzy utrudniają nam dostęp do akt smoleńskiego śledztwa.

02 sierpnia 2010

Pytanko.

Postanowiłam zapytać się Was, drodzy Czytelnicy, gdyż sama nie mogę się zdecydować.
Czy nowym gadżetem na pasku bocznym niniejszego bloga powinny być najnowsze doniesienia z giełdy czy zdjęcia Jessici Alby?

Głosy proszę umieszczać w komentarzach lub przesyłać na adres: j.korwin_mikke@o2.pl.

01 sierpnia 2010

Panie Waldku, Pan się nie boi.

Koszt: 5zł i solidna zadyszka.
Widok na Kraków z wieży Kościoła Mariackiego
o poranku: bezcenne.


Hejnalista z Mariackiej Wieży z dumą wygrywa hejnał
już od 17 lat.

Każdy kandydat na najsłynniejszego w kraju trębacza musi najpierw zostać strażakiem.
Premier Pawlak ma więc spore szanse.

30 lipca 2010

Los Turistos.

Krakowskie hostele to miejsca niezwykłe, ukryte w podwórkach i bramach starych ulic Kazimierza.
Dla mieszkańców funkcjonują niemal niezauważalnie, no może z wyjątkiem sytuacji, gdy do którejś z noclegowni przyjeżdża większa grupa europejskiej młodzieży, uzbrojona w ogromne, robiące dużo hałasu, walizki na kółkach.

Są jak drugi krąg turystyki, wchłaniający wszystkich zainteresowanych tanią, nie wymagającą wcześniejszej rezerwacji pryczą. Wszystkich, którym nie przeszkadza chrapiący Francuz, próbujący nad ranem skomponować tradycyjne paryskie śniadanie z płatków, nutelli i białego krojonego chleba.

29 lipca 2010

Blog jak klepsydra.

Posiadanie bloga bardzo dobitnie uzmysławia nieubłagany upływ czasu.

Sekundy, jak ziarenka piasku, przesypują się przez wąskie światło chwili TERAZ.
A TERAZ, tamto TERAZ, to już WTEDY.

Ale jest nadzieja. Człowiek podobno z wiekiem staje się mądrzejszy. I tego się trzymajmy.

Smoczy kieł.

Eksperyment z Jolą R. się nie powiódł, co z resztą było do przewidzenia, bo jego założenia były od początku oparte na fałszywych przesłankach epistemologicznych.

Szukam więc nowych inspiracji.
Może Fiona? Koniec końców arystokratka, z rodziny królewskiej. Jest jednak pewne ryzyko: pół życia spędzone w pilnowanej przez Smoczycę wieży, mogło ujemnie wpłynąć na jej rozeznanie w najnowszych trendach pret-a-porter.

Sama nie wiem.

26 lipca 2010

Jola R.

Jola Rutowicz zmienia wizerunek. Ponoć na bardziej stonowany i elegancki. Będzie nosić spodnie w kancik i żakiety (spod których i tak wyzierać będą tandetne koronkowe staniki).

A że życie próżni nie znosi, dla zrównoważenia przemiany
Joli R., należy powiększyć ogólnoświatową ilość zdzirowatości i kiczu.

Podjęłam wyzwanie. Od jutra zamieniam się w wampa.
Wyrzucam spódnice za kolano i wszystkie bluzki z dekoltem płytszym niż 15 cm. Najbliższe PCK zostanie zasilone ubraniami we wszystkich kolorach poza czerwienią, różem i czernią.
Te akurat zostają, będą budować mój nowy wizerunek.


Szpilki mam póki co jedne, ale od czegoś trzeba zacząć, w razie co Anna Mucha pożyczy mi którąś z par ze swojej kolekcji.


Mój szef dostanie zawału. A ja dostanę podwyżkę.

22 lipca 2010

Morderstwo nad Odrą.

Idąc dziś rano do pracy zauważyłam porzuconą w krzakach parę jeansów.
Nie były nowe, nie były czyste, rozmiar na oko 38-40, krój raczej damski, choć w dzisiejszych czasach nie można być tego pewnym.

Jaka jest ich historia?
Czy komuś w nocy było na tyle gorąco, że postanowił porzucić zbędny przyodziewek i kontynuować zwiedzanie półnago?
A może jeszcze poprzedniego wieczora wisiały, świeżo wyprane, na bieliźnianym sznurku jednego z miejskich podwórek?

Dla Christie byłby to murowany materiał na nową powieść kryminalną "Morderstwo nad Odrą".
...grupa znajomych kończy zabawę w najpopularniejszej dyskotece w centrum i decyduje się spędzić resztę parnej, lipcowej nocy w jednym z parków, znajdujących się tuż przy dawnej fosie. Mimo późnej godziny komary nie przestają atakować. Młodzi dandysi, odganiają owady, wykonując co chwilę serię nieskooordynowanych ruchów rękoma. Wszyscy mają na sobie jeansy...

16 lipca 2010

Kalkulacja.

Absolwenci nauk społecznych zajmują się dorabianiem teorii do praktyki (w czym podobno niezrównany był kapelan Tappman, sikający deuterem w drugiej części Paragrafu 22).
http://www.polityka.pl/kraj/rozmowy/1507116,1,powyborcza-rozmowa-jacka-zakowskiego.read.


Absolwenci nauk technicznych zarabiają na dorabianiu praktyki do czyichś idei.
http://www.tvn24.pl/12691,1665099,0,1,bioniczne-nogi-pozwola-chodzic,wiadomosc.html.

I kto na tym lepiej wychodzi.

Artur się żeni.

Artur z Pierwszej Miłości się żeni. Z tej okazji mój od miesięcy nie widziany kuzyn, po nocy spędzonej na planie w charakterze statysty, będzie u mnie kimał kątem.
(Ponieważ akurat Mojemu Miastu przypadł zaszczyt bycia tłem całej historii).

Tym sposobem serial, o którym nie wiedziałam, że jeszcze istnieje, stał się katalizatorem zagęszczania relacji rodzinnych.

Życie, życie, jest nowelą...

28 czerwca 2010

W królestwie banału.

W życiu niektórych co chwilę wybuchają petardy.
A to zmiana pracy, a to nowy partner, a to ciężka choroba, która po tygodniu okazuje się źle zdiagnozowaną anginą.
U innych, dla odmiany, miesiącami nic się nie dzieje - stabilizacja, rutyna, nuda.

Kto o tym decyduje, czy bohaterowie dramatu mają wpływ
na jego rozwój?

Sami kreują zmiany lub wymuszają ich brak, czy dają się
nieść z prądem, zbyt skupieni na codziennych zdarzeniach,
by zastanawiać się nad ich przyczyną.

Na ile ludzie są świadomi sami siebie?
Na ile Drogi Czytelniku jesteś świadom siebie Ty?


Niniejszy post sponsoruje, użyta dwanaście razy, literka ą.

Hobbes miał rację.

Tęsknię za światem, który znam z powieści ruskich klasyków,
za światem, w którym zwroty "kultura osobista" i "dobre maniery" oznaczały coś więcej, niż powstrzymanie się od dmuchnięcia papierosowym dymem w twarz przypadkowego przechodnia czy ustąpienie miejsca w tramwaju przyszłej matce z widocznym brzuszkiem.


Gdzie się podziało wychowanie, jasne reguły postępowania, umowa społeczna?

Niedawno poznany agent ubezpieczeniowy, po bezpodstawnie szybkim przejściu na "ty", chcąc się umówić na spotkanie wysyła smsa - często późnym wieczorem lub w niedzielę.
Skąd, u diabła, założenie, że ja w weekend mam głowę do kalkulowania zysków i strat, jakie przyniesie mi polisa?

Inny przykład: klient pisze w sobotę na mój firmowy adres e-mail z informacją, że pojawi się w biurze w poniedziałek rano. Moja babcia, bardzo mądra kobieta, nazywa takie zachowanie "brakiem pomyślunku", a ja dodam - i szacunku.
Do siebie.

Nie dając mi czasu na przygotowanie się do rozmowy
minimalizuje szansę na pomyśle zakończenie sprawy.


Czy to tylko ja mam z tym problem?
Czy Hobbes miał rację postrzegając życie, jako nieustanną rywalizację wszystkich ze wszystkimi, którą należy usankcjonować zakazami?
Być może potrzebne jest bardziej romantyczne spojrzenie na sprawę. Jednakże nad nim muszę jeszcze trochę popracować.

26 czerwca 2010

Polędwica

Wrocławskie wały w kilka tygodni po powodzi wyglądają jak pobojowisko.
Poza pokaźną warstwą wszechobecnego mułu uwagę zwraca lekki, choć wyczuwalny, zapach ni to glonów, ni to bagna,
ni to rybiej łuski.

Psów wyprowadzanych przez właścicieli brak, matek
z pociechami i emerytów brak, a co najdziwniejsze - brak przedstawicieli klasy średniej grilującej (mimo niewielkiego zachmurzenia i ok. 22*C).


Ucieszyło mnie to, zdziwiło, a potem zaczęłam się zastanawiać: dokąd oni się przenieśli?
Na balkonach i w parkach nie wolno, na trawniku przed akademikiem (o ile nie jest się studentem) nie wypada.

Wygląda na to, że popyt na zwyczajną i karkówkę musiał spaść.
Zakłady mięsne nie mają zamówień.
Bezrobotni rzeźnicy wyjeżdżają najbliższym busem szlachtować holenderskie krowy za 15€ brutto/h.

24 czerwca 2010

Czas wolny

Czas wolny to dziwny fenomen.
Pojawia się akurat wtedy, gdy najmniej się go spodziewamy i najmniej potrzebujemy.

Znam takich, co przezornie noszą przy sobie gazetę lub niewielką kniżkę i gdy muszą poczekać na kogoś, z kim się umówili, nadrabiają zaległości w czytaniu.
Niektórzy, z automatu, uruchamiają gierkę w telefonie lub profil na twarzbooku i pozwalają swoim szarym komórkom na kwadrans niezmąconego pracą spokoju.

W takiej chwili można też składać bliskim spóźnione życzenia, robić pokątne notatki do książki, która nigdy nie powstanie lub lustrować asortyment najbliższego odzieżowego.

Sposoby takie możnaby mnożyć, choć mam wrażenie, że nie w nieskończoność.
Cywilizacja Ludzi Aktywnych nie pozwala nam na beztroskie marnowanie czasu, trwonienie go, prosto, na reflekcje.

A może się mylę?
Obym się myliła.

22 czerwca 2010

M jak Mundial

Zupełnie nie znam się na futbolu.
Dopiero kilka dni temu dowiedziałam się, co to jest spalony, a i tak mam wrażenie, że nie do końca go rozumiem.

Koledzy, owszem, piłkę oglądali, ale dla mnie to zawsze oznaczało 90 nudnych minut spędzonych na śledzeniu 22 spoconych facetów, zarabiających miliony bieganiem.

A właściwie dlaczego ja się nie znam na piłce?
Bo jestem kobietą?
Siła stereotypów i zachowań wpisanych w role społeczne jest nieprawdopodobna.

17 czerwca 2010

Poezja obrazu

Amerykańscy naukowcy udowodnili, że myślimy obrazami.
Kolorami, kształtami, kontrastami, światłem.

Dlatego zapewne większość z Państwa, jeszcze przez długi czas, będzie mieć w pamięci tło tego bloga, nie potrafiąc jednocześnie przypomnieć sobie, o czym na nim przeczytaliście.

16 czerwca 2010

Gra

To zaskakujące, jak zachowanie różnych, także nieznanych nam osób, jest często łatwe do przewidzenia.

Pieniądze dają wielu z nas poczucie siły, więc wraz z poziomem zasobności rośnie poziom roszczeniowości i bezczelności.
Nie twierdzę, że we wzajemnych relacjach powinniśmy być pełni pokory i że przy okazji np. otwierania konta w banku, mamy okazywać czołobitny szacunek. Każda ze stron ma swój interes i cel, często wystarczy więc krótka reflekcja: jak moje zachowanie zostanie odebrane?

Bardzo pomaga postrzeganie interakcji społecznych jako negocjacji* lub gry, w której za dobre posunięcie otrzymuje się punkty.

Pomyślmy o tym, gdy następnym razem będziemy chcieli przyspieszyć naszą sprawę w urzędzie lub kupić korzystnie auto z zeszłego rocznika.

*negocjacje nie mogą być oparte na kłamstwie. Jeśli są, są czystym oszustwem.

10 czerwca 2010

Prostota

Proste rozwiązania są najlepsze.
Na większość problemów z PCtem najlepiej działa reset.
Na zmęczenie, zniechęcenie i brak motywacji najskuteczniej mocna kawa i duże ciacho.
Sukces wyborczy?
Niezbędne jest proste, celne hasło,
np. "Polska jest najważniejsza".

I przecież jest, prawda?
Choć znam takich, dla których najważniejsze są pieniądze, miłość, gry wideo czy znalezienie miejsca w przedszkolu dla dziecka.