Poznań przywitał nas pochmurną bezdeszcznością, bólem głowy oraz - i niech za to będą dzięki niebiosom - przepysznym śniadaniem złożonym z francuskich tostów, sera, szynki i miodowej herbaty. Śniadanie przygotowała K. i już jej zapowiedziałam, że gdyby kiedykolwiek Ł. znudziła się rola jej męża, ja chętnie zajmę jego miejsce. Seriously.
Koniec roku to czas podsumowań, chociaż ja na żadne najmniejszej ochoty nie mam. Nie żeby rok należał do nieudanych, wręcz przeciwnie, cudowny był, fantastyczny i w ogóle było pięknie. Szczególnie w drugiej jego połowie. Marzenia się spełniają, choćby na wstępie wydawały się skrajnie awykonalne, więc wiecie, ludzie warto.